Panna Wereszczakówna
Pannę Wereszczakównę poznał Mickiewicz w czasie ostatnich studenckich wakacji. Szykował się właśnie do wyjazdu do Kowna na posadę nauczycielską. Przed tą podróżą postanowił raz jeszcze napatrzyć się pagórkom leśnym i łąkom zielonym. Nadarzyła się ku temu dobra okazja. Tomasz Zan wybierał się właśnie na wieś, aby odwiedzić tam przyjaciół. Przysiadł się więc do jego kałamaszki i znalazł w Tuhanowiczach. W parkowej alei obsadzonej rzędami lip powitali przyjezdnych bracia Michał i Józef Wereszczakowie. Starym zwyczajem długo i wylewnie objawiali radość z powodu przyjazdu gości. Tę scenę obserwowała z ganku ich siostra. Tam właśnie, pomiędzy białymi kolumnami wielkopańskiego dworu, który można by nazwać i pałacem zobaczył ja po raz pierwszy. Spacerowali brzegami Świtezi i zapuszczali się do Płużyńskiego boru. Trzymali się za ręce i spoglądali sobie głęboko w oczy. On miał wtedy lat dwadzieścia, ona była o rok młodsza. Mieli sobie tak wiele do powiedzenia. On obserwował krajobrazy, które wkrótce już trafić miały do ballad i romansów. Ona rozczytywała się w książkach Rousseau i baronowej Krüdener. Jako jedna z pierwszych kobiet na Litwie poznała "Cierpienia młodego Wertera".